RADA NAUKOWA PTZN
   Biuro ZG Warszawa
  Bartoszyce
  Brodnica
  Bydgoszcz
  Bytów
  Chojnice
  Gorzow Wielkopolski
  Grodzisk Mazowiecki
  Inowrocław
  Kalisz
  Katowice
  Kielce
  Koszalin
  Legionowo
  Leszno
  Lublin
  Łódz
  Piotrków Trybunalski
  Rudki k. Wałcza
  Słupsk
  Słupsk *
  Sochaczew
  Swiecie
  Swinoujscie
  Szczecin
  Szczecinek
  Tarnowskie Góry
  Toruń
  Tuchola
  Turek
  Warszawa
  Wolin
  Wólka Przybójewska
  Wrocław
  Zielona Góra
  Zimnowoda
NARKOMANIA
  Wiadomości
  Artykuły
  Ważne linki
  Księga Gości

Księga Gości





Urugwaj zawiesza legalizację marihuany
2013-10-26 1:07
Prezydent Urugwaju Jose Mujica zawiesił rewolucyjny projekt legalizacji marihuany. Do czasu aż przekona do niego społeczeństwo.
Wszystko zdawało się gotowe, żeby w parlamencie w Montevideo przegłosować zgłoszoną pół roku wcześniej ustawę, która ustanowiłaby w Urugwaju - jako pierwszym kraju na świecie - legalny monopol państwa na uprawę i zbyt marihuany. Ale tuż przed Bożym Narodzeniem główny pomysłodawca, prezydent Jose Mujica z lewicowego Szerokiego Frontu, postanowił projekt na jakiś czas zawiesić, mimo że jego koalicja ma większość w obu izbach parlamentu. - Powinniśmy mieć większość obywateli po naszej stronie. Nie tylko w parlamencie, ale i na ulicy - oświadczył. - A większość nie jest na to przygotowana. Zrobimy więc to powoli i stopniowo. Chcę, żeby ludzie się zastanowili i sami wysunęli pomysły może lepsze od naszych. Muszą zrozumieć, że strzelając i wsadzając ludzi do więzienia, oddajemy ich narkobiznesowi. Ale pałą im tego też nie wytłumaczymy - mówi prezydent. Projekt zgłoszony pół roku temu był rewolucyjny. W Ameryce Łacińskiej, gdzie produkuje się i skąd szmugluje do USA i Europy największe ilości narkotyków, ogłoszona 40 lat temu bezwzględna wojna z narkotykami, oparta na zakazie posiadania, spożywania i handlu wszelkimi ilościami, uczyniła największe spustoszenia. Nie tylko nie zmniejszyła produkcji i handlu, ale doprowadziła do rozrostu narkoimperiów zbrodni, które dla zysków nie wahały się przed najokrutniejszą przemocą. Najjaskrawszym przykładem klęski wojny z narkotykami stał się w ostatnich latach Meksyk, gdzie od 2006 roku w wojnie o podział rynków i zysków między kartelami i państwem zginęło co najmniej 80-90 tysięcy ludzi. W wielu krajach kontynentu zaczęło dojrzewać przekonanie, że polityka oparta na bezwzględnym zakazie musi zostać zmieniona. Na czele Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej stoją nieprzypadkowo byli prezydenci Kolumbii, Meksyku czy Brazylii. W wielu krajach przestano karać za posiadanie i spożywanie niewielkich ilości narkotyków. Urugwaj chciał stanąć na czele przemian i dać przykład najodważniejszej zmiany. Legalizacja marihuany i państwowa kontrola jej rynku miały odciąć młodych ludzi, amatorów skręta czy trawy, od groźniejszego nielegalnego rynku narkotykowego, na którym głównym i niezwykle szkodliwym narkotykiem jest pasta kokainowa (czyli "paco"). - Nie narkotyk jest problemem, ale narkobiznes - mówił wtedy prezydent Jose Mujica. Obecnie w Urugwaju wartość nielegalnego obrotu marihuaną szacuje się na 75 mln dolarów. Dyskusja trwała w Urugwaju ponad 5 miesięcy, ale ostatecznie do zawieszenia prac nad ustawą przekonały prezydenta badania opinii publicznej, które pokazały, że niemal 64 proc. Urugwajczyków wciąż jest przeciwnych legalizacji marihuany i ustanowieniu monopolu państwowego na handel nią. Nawet wśród zwolenników lewicowej koalicji Szeroki Front ponad połowa (53 proc.) sprzeciwia się ustawie. Jednym z przeciwników był były prezydent z ramienia tej samej lewicowej koalicji - Tabare Vazquez. Nawet zwolennicy legalizacji marihuany oraz popierający rząd orzekli, że projekt był źle przygotowany i nie został dobrze przedyskutowany ze specjalistami. Najpierw ustawa miała ustanowić ścisły monopol państwa na "sianie, uprawę, zbiór, przechowywanie, produkcję, handel oraz rozprowadzanie, a także import oraz eksport" marihuany. Legalne byłoby kupowanie do 40 g marihuany na osobę na miesiąc, a każdy konsument musiałby zarejestrować się w państwowym rejestrze. Pod wpływem nacisków rząd zgodził się jednak na uprawę prywatną na własne potrzeby. Legalnie można by mieć w domu uprawę sześciu roślinek, a w wypadku stowarzyszeń liczących do piętnastu osób - do 900 roślin konopi. Zastanawiano się, czy państwo nie powinno udzielać koncesji na uprawę i sprzedaż marihuany. Byłaby ona opodatkowana, a podatki szłyby m.in. na edukację. Nad całością uprawy i obrotu miał czuwać Narodowy Instytut Konopi Indyjskich. Tak pomyślana ustawa wzbudziła protesty. - To się nie dawało utrzymać - oświadczyła Alicia Castilla, której aresztowanie dwa lata temu za domowe uprawy marihuany rozpętało w Urugwaju narodową debatę. - Musiałbyś zarejestrować uprawę domową, ale kto by sprawdzał, ile masz krzaczków? A legalne 40 gramów to po zebraniu czy po suszeniu? Bo marihuana traci ok. 40 proc. wagi po wysuszeniu liści - mówiła. - Prezydent sam popsuł całą sprawę, chociaż prosił o poważną dyskusję - uważa Guillermo Garat, autor książki ''Marihuana i inne zioła''. - Obiecał, że jak 60 proc. ludzi go nie poprze, to wycofa projekt. Ale to niepoważne. Od kiedy prezydent proponuje parlamentowi ustawy stosownie do stanu opinii publicznej? - dodaje. Prezydent nie wycofuje się z projektu. - Ustawa leży na stole - mówi sekretarz krajowej komisji narkotykowej Julio Calzada. - Zawieszenie nie oznacza wycofania. - Musimy dyskutować, przekonywać, zdobywać poparcie, na koniec zagłosujemy - mówi poseł koalicji rządowej Sebastian Sabini - I uchwalimy to na pewno. Według badań komisji jedna piąta Urugwajczyków między 15. a 65. rokiem życia paliła marihuanę co najmniej raz, z czego 25 proc. pali ją kilka razy w miesiącu, 21 proc. kilka razy w tygodniu, a 14,5 proc. codziennie. Prawie 8,5 proc. paliło ją w ostatnim roku. Rząd oszacował, że żeby zaspokoić ten popyt i wyłączyć go z nielegalnego rynku, musiałby produkować ok. 81 ton marihuany rocznie, do czego potrzebowałby ok. 64 hektarów upraw.
...powrót

Wyszukaj Wiadomość:








Informacje ZG PTZN
DRUGS NEWS
Problemy Narkomanii-biuletyn
 

Wejść od 6.06.2006:
1786891