RADA NAUKOWA PTZN
   Biuro ZG Warszawa
  Bartoszyce
  Brodnica
  Bydgoszcz
  Bytów
  Chojnice
  Gorzow Wielkopolski
  Grodzisk Mazowiecki
  Inowrocław
  Kalisz
  Katowice
  Kielce
  Koszalin
  Legionowo
  Leszno
  Lublin
  Łódz
  Piotrków Trybunalski
  Rudki k. Wałcza
  Słupsk
  Słupsk *
  Sochaczew
  Swiecie
  Swinoujscie
  Szczecin
  Szczecinek
  Tarnowskie Góry
  Toruń
  Tuchola
  Turek
  Warszawa
  Wolin
  Wólka Przybójewska
  Wrocław
  Zielona Góra
  Zimnowoda
NARKOMANIA
  Wiadomości
  Artykuły
  Ważne linki
  Księga Gości

Księga Gości





Palę jointy, żeby nie udusić szefa
2010-08-26 8:18
Sięgając po używki i zakazane substancje nie szukają mocnych wrażeń: zwyczajnie chcą przetrwać Coraz więcej pracowników, pod wpływem stresu, bądź z obawy o swoją wydajność, wpada w nałogi. Pracodawcom wygodnie nie dostrzegać tego problemu.


20.08.2010 12:53/Le Monde/ onet.pl

Już pierwszy rzut oka nie pozostawia wątpliwości: Samira to kobieta sukcesu. Szefowa własnej, świetnie prosperującej firmy, bardzo elegancka czterdziestolatka. Jej gesty i słowa świadczą o pewności siebie, opanowaniu i otwartości. Opowiadając o tym, jak popadła w uzależnienie, nie daje się ponieść emocjom.

- Zaczęłam z kokainą kiedy miałam 30 lat - opowiada. - Narkotyki pojawiły się wraz z sukcesem. Otworzyłam swój interes, zarabiałam mnóstwo pieniędzy, kręciłam się w wielkim świecie, ubierałam u wielkich krawców i myślałam, że zdołam wszystko kontrolować.

Najpierw kreska kokainy raz na tydzień, by nie zasypiać w długie, pracowite weekendy. Potem doszła kolejna w tygodniu. I jeszcze jedna. W końcu cztery dziennie. - Nie mogłam wstać z łóżka bez działki, musiałam jakoś trzymać się w pracy - wspomina Samira. - Koka dawała mi złudzenie bezpieczeństwa, miałam odwagę mówić rzeczy trochę za ostre jak na ledwie trzydziestoletnią Arabkę, którą wtedy byłam.

Po kilku latach biały proszek przestał wystarczać. - W nocy nie mogłam zasnąć, więc zaczęłam brać heroinę - przyznaje się. Kiedy młoda bizneswoman nie była już w stanie sama podźwignąć swojego ledwie 35-kilowego ciała, trafiła do szpitala.

Historia Samiry nie jest wyjątkowa. Po prostu należy do tych 10 proc. francuskich pracowników (wedle danych Międzyministerialnej Misji do walki z Narkotykami i Uzależnieniem - MILDT), którzy nie potrafią pracować bez narkotyków. Obecnie jest pod opieką lekarzy, nie bierze od dwóch lat, choć kilka razy się złamała. I zdecydowanie zwolniła tempo pracy.

Codzienny Tour de France

Michel Hautefeuille, psychiatra z ośrodka Marmottan zajmuje się osobami, które biorą narkotyki z powodu pracy. - Moi pacjenci to nie narkomani, lecz uzależnieni. Są jak sportowcy, tylko że ich wyścig odbywa się na co dzień.

Narkoman bierze narkotyk dla efektu, który wywołuje - to cel sam w sobie. Uzależniony traktuje narkotyk jako sposób na zwiększenie swojej wydajności. - Nigdy nie chodziło mi o zabawę, nigdy nie brałam prochów, żeby mieć odlot - tłumaczy Samira. Większość uzależnionych kończy z narkotykami w chwili, gdy porzucają stanowisko czy pracę, która do nich doprowadziła.

Nie tylko modelki, brokerzy i ludzie reklamy lubią kokainę, amfetaminę i marihuanę. Zawody, w których "bierze się" najczęściej to kierowcy ciężarówek, marynarze, kelnerzy i personel medyczny. - Przychodzą do mnie też pracownicy poczty - opowiada lekarz. - Poczta oferuje coraz więcej usług, a zatrudnia coraz mniej osób. Ludzie stoją w kolejkach i potem wyżywają się na pracowniku w okienku. Pracownicy narażeni są na wielki stres.

"Szef idzie za mną do toalety"

Beatrice, matka czwórki dzieci, przez dziesięć lat była listonoszką, po czym przeszła do pracy w dziale sortowania przesyłek. - Atmosfera jest coraz gorsza - skarży się. - Na przykład mój szef, kiedy uzna, że jakiegoś dnia za często robię sobie "przerwę na siku", chodzi za mną do toalety, czeka przed drzwiami i notuje, ile czasu tam byłam. W czerwcu zaczęłam brać leki przeciwlękowe. Czasem przed wyjściem do pracy dzwonię do mojego lekarza, tak się boję tam iść.

Jej mąż, też pracownik poczty, również bierze anksjolityki. - Wymieniamy się pigułkami w zależności od tego, jaki mamy humor - ironizuje młoda kobieta. - Kiedy któreś z dzieci przyniesie ze szkoły złą oceną, uczymy je na własnym przykładzie. Mówimy: ucz się, bo skończysz jak tata i mama. Będziesz musiał codziennie łykać pigułki.

Narastający stres w pracy

Przemoc, wrogość między kolegami z pracy i między przełożonymi a podwładnymi też może prowadzić pracowników do uzależnienia. Paul pracuje w biurze zajmującym się terenami zielonymi w mieście. Miał problem z przełożonym, którego nazywa dziś "śmieciem". - Paliłem jointy rano, przed wyjściem do pracy, żeby się nie denerwować, żeby nie udusić mojego szefa! Paliłem kolejnego w południe, żeby czas szybciej mijał, żeby wycofać się w głąb siebie i uniknąć starcia z nim - wspomina. Odkąd zmienił pracę nie tyka marihuany.

Dlaczego tylu pracowników naraża swoje zdrowie, żeby wytrwać w pracy? Zdaniem Michela Hautefeuille’a stres i poczucie zagrożenia ciągle wzrastają. - Stres jest silniejszy, bo utrzymanie pracy przestaje zależeć od uzyskiwanych wyników - zauważa. Kryzys i trudności, jakie mają z jego powodu firmy sprawiają, że nie wystarczy dobrze pracować, żeby nie bać się utraty posady.

Jak wyjaśnia Nicole Aubert, autor książki "Culte de l’urgence", "zarządzanie personelem jest wzorowane na strategii zarządzania zapasami, zwanej just-in-time: każdy pracownik musi być natychmiast skuteczny, czas na adaptację uważany jest za nieopłacalny, to czas stracony".

Kawa też szkodzi

Wraz ze stresem pojawia się poczucie, że nie potrafimy stanąć na wysokości zadania. Niektórzy, nie biorąc twardych narkotyków, potrafią wpędzić się w chorobę pijąc kawę i napoje energetyzujące typu Red Bull. Mauve, kierująca działem public relation w pewnej paryskiej firmie ma 25 lat. Żeby "trzymać poziom" w czasie nawału pracy piła ponad litr kawy dziennie. Czyli piętnaście filiżanek espresso. Bezsenność, problemy z sercem - młoda kobieta została zatrzymana jako "narkomanka". - Trzęsłam się, miałam ataki paniki, lęki - opowiada . - Dziś mam prawo do jednej kawy dziennie, rozkoszuję się nią powoli.

Obok maniaków ekspresu do kawy są też fani dystrybutorów z napojami. Charlotte pracuje w mediach. Wszyscy wiedzą, gdzie ją znaleźć o 16 - codziennie, dokładnie o tej porze kupuje sobie w dystrybutorze puszkę Coca-Coli Light. - Nie mogę się bez niej obejść, bez tego czuję się fatalnie. Dla mnie cola to synonim przerwy, jest smaczna, odświeża. Po prostu jestem nałogowcem.

Uzależnienie od coca-coli to nie wymysł. Bruno Journe, specjalista od uzależnień tłumaczy: - Coca-cola ma dużo soli, co może powodować pewien rodzaj uzależnienia. Do tego dochodzi psychologiczne przyzwyczajenie do dźwięku otwieranej puszki, do bąbelków, do koloru opakowania. Ryzyko dla zdrowia związane jest głównie z cukrem, jaki zawierają gazowane napoje. Cola Light, nawet jeśli bezpośrednio nie powoduje tycia, jest słodka. A że cukier domaga się cukru, skłania do jedzenia słodyczy.

Czy pracodawcy nie są tym wszystkim zaniepokojeni? Niektóre wielkie spółki próbują prowadzić działania prewencyjne. Na przykład francuskie koleje (SNCF) i paryskie przedsiębiorstwo transportu publicznego (RATP) zwróciły się do policjantów-specjalistów od walki z narkomanią, którzy do tej pory pojawiali się tylko w gimnazjach i liceach. Ale generalnie, zdaniem Michela Hautefeuille’a, firmy działają trochę jak kluby sportowe: - Dopóki nie wybuchnie skandal, siedzą cicho. Spożycie produktu, wyniki i wydajność nie stoją już ze sobą w niezgodzie, wręcz przeciwnie - przynajmniej na krótką metę.

Z tą analizą zgadza się Sidonie, która pracowała jako kelnerka w klubie nocnym na Korsyce. Młoda dziewczyna, studentka, brała kokainę, żeby znieść szok całonocnej pracy. - Nasz szef wie, że bierzemy kokainę, widzi, że pracownicy co pół godziny wychodzą do toalety. Nic nie mówi. To go urządza, że mamy nadludzką siłę - oskarża.

Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione dod.r.rejniak
...powrót

Wyszukaj Wiadomość:








Informacje ZG PTZN
DRUGS NEWS
Problemy Narkomanii-biuletyn
 

Wejść od 6.06.2006:
1856692