RADA NAUKOWA PTZN
   Biuro ZG Warszawa
  Bartoszyce
  Brodnica
  Bydgoszcz
  Bytów
  Chojnice
  Gorzow Wielkopolski
  Grodzisk Mazowiecki
  Inowrocław
  Kalisz
  Katowice
  Kielce
  Koszalin
  Legionowo
  Leszno
  Lublin
  Łódz
  Piotrków Trybunalski
  Rudki k. Wałcza
  Słupsk
  Słupsk *
  Sochaczew
  Swiecie
  Swinoujscie
  Szczecin
  Szczecinek
  Tarnowskie Góry
  Toruń
  Tuchola
  Turek
  Warszawa
  Wolin
  Wólka Przybójewska
  Wrocław
  Zielona Góra
  Zimnowoda
NARKOMANIA
  Wiadomości
  Artykuły
  Ważne linki
  Księga Gości

Księga Gości





Polska, wielka plantacja marihuany w Europie
2010-07-04 9:31
Polska jest jedną z największych w Europie plantacji marihuany. Dzięki Wietnamczykom.

Nowa, okazała dwupiętrowa willa przy cichej uliczce w Starych Babicach niedaleko Warszawy. Duże okna, balkony, przeszklona klatka schodowa. Przez myśl nie przeszłoby żadnemu przechodniowi, że patrzy właściwie na atrapę domu. W oknach, zabitych od wewnątrz deskami, zamontowano małe, energooszczędne żarówki. Tak aby wieczorami wyglądało, jakby w środku toczyło się normalne, rodzinne życie.

A tak naprawdę wewnątrz jest drugi dom, zupełnie odcięty od świata, a w nim pod siecią wielkich lamp, splotem potężnych rur nawadniających i wentylujących... amazońska dżungla: 80 proc. wilgotności i 45 stopni ciepła. Prawie sto 600-watowych lamp sodowych. We wszystkich pomieszczeniach lasy konopi indyjskich, doglądane przez wietnamskich ogrodników: 500 krzaków, z których powstaną narkotyki o wartości aż 300 tys. złotych.

Bo nie jest to zwyczajna, popularna trawka. - To hybryda, którą wygenerowali Wietnamczycy. Popularne konopie mają około 0,2 proc. thc [zawartość substancji narkotycznych - przyp. red.]. A tutaj mamy do czynienia z roślinami z 20-30 proc. thc! Marihuana, która ma 18 proc. thc, na rynku uznawana jest za rewelacyjny towar. Dla Wietnamczyków to odpad - mówi jeden z wysokich rangą funkcjonariuszy Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej (SG). To on 24 kwietnia wraz z policją odkrył uprawę konopi w Starych Babicach. Na miejscu zatrzymano trzech Wietnamczyków w wieku od 24 do 32 lat. Dwóch z nich miało fałszywe bułgarskie dowody tożsamości.

Tego typu plantacje odkrywa się ostatnio w Polsce coraz częściej. Kilka dni po akcji w Starych Babicach policjanci namierzyli podobną uprawę w Raszynie: 625 sadzonek konopi i 13 kilogramów suszu o wartości ok. 420 tys. zł. Nadwiślański Oddział Straży Granicznej w ostatnich trzech miesiącach tylko pod Warszawą zlikwidował pięć takich plantacji. Kolejnych pięć wykryło stołeczne CBŚ, następne pięć - stołeczna policja. Czasami trafiają na nie przez przypadek. Tak jak w warszawskim Rembertowie, gdzie policjanci odkryli 756 krzewów konopi w wyniku awarii wodociągowej, która do wynajmowanego domu ściągnęła właściciela. A ten powiadomił policję.

Funkcjonariusze przyznają, że szukanie tego typu upraw nie jest łatwe. Trzeba mieć po prostu sporo szczęścia. - Podejrzewam, że i tak udaje nam się wyłapać tylko niewielką część producentów - mówi oficer operacyjny Straży Granicznej.

Pomysł na interes jest prosty: założenie plantacji w wynajętym domu, zebranie konopi, przetworzenie i eksport, a potem zmiana adresu. Całość towaru jest wywożona za granicę, co też utrudnia pracę policji. Marihuana nie jest rozprowadzana w Polsce, brakuje więc dilerów, którzy zazwyczaj doprowadzają policję do hurtowników lub producentów.

Ponadto cała produkcja jest przykładem świetnej roboty konspiracyjnej. W wynajętym domu zwykle panuje idealna cisza, palą się tylko światełka w oknach. Ale gdy właściciel chce wejść do środka i sprawdzić, co się dzieje, pojawiają się trudności. Przebywający w domu Wietnamczycy tłumaczą, że się zatrzasnęli, że nie mają klucza. Potem w ogóle nie można się z nimi porozumieć. Właściciel często w końcu macha ręką. Skoro płacą. Tyle że nawet jeśli płacą czynsz, w końcowym rachunku właściciel takiego domu praktycznie zawsze traci - przede wszystkim z powodu zaległych opłat za prąd. A rachunki są monstrualne.

Gdyby plantatorzy konopi uprawianych w wynajmowanych domach płacili uczciwie za prąd, cały proceder przestałby być dochodowy. - Produkcja opłaca się tylko wtedy, gdy nie regulują rachunków. Albo gdy wpinają się do sieci i kradną prąd - tłumaczy oficer operacyjny zajmujący się sprawą. W trzy miesiące plantacja zużywa energię elektryczną za około 100 tys. zł. Oczywiście, spada to potem na właściciela domu. - Jeden musiał sprzedać dom, by uregulować wszystkie zaległości - ostrzega funkcjonariusz Straży Granicznej.

- Bez wątpienia mamy do czynienia z działalnością międzynarodowej grupy przestępczej, z określonym podziałem ról i zadań. Ktoś wynajduje i wynajmuje domy, ktoś dostarcza i montuje sprzęt, ktoś odbiera towar i go wywozi za granicę. I przede wszystkim ktoś finansuje założenie plantacji - twierdzi oficer SG.

żródło:www.newsweek.pl
...powrót

Wyszukaj Wiadomość:








Informacje ZG PTZN
DRUGS NEWS
Problemy Narkomanii-biuletyn
 

Wejść od 6.06.2006:
2311917